Moja przygoda z gnomoniką
Swoją przygodę z zegarami słonecznymi rozpocząłem przypadkowo. Myślałem, że moim zajęciem na emeryturze będzie amatorskie uprawianie plastyki, a szczególnie grafiki, ponieważ przejawiałem w tej dziedzinie od wczesnej młodości pewne uzdolnienia.
Pozwoliły mi one m.in. dwukrotnie zdać pomyślnie egzamin wstępny z rysunku odręcznego [1] na Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej. Nie zdałem natomiast egzaminu z matematyki. Przygotowując się do egzaminów, zbyt wiele czasu poświęciłem rysunkowi kosztem matematyki, uśpiony dodatkowo twierdzeniem mojej Pani Profesor, że każdy uczeń, który otrzymał u niej na świadectwie maturalnym co najmniej trójkę, zda egzamin przed każdą komisją. Tak się jednak w moim przypadku nie stało i marzenia o architekturze nie spełniły się.
W tej sytuacji wybrałem studia stacjonarno-zaoczne, kontynuując naukę w specjalności wyznaczonej przez szkołę średnią i zostałem elektronikiem. Przez całe swoje życie zawodowe pracowałem w telekomunikacji – ostatnio w Głównym Ośrodku Szkoleniowym Telekomunikacji Polskiej.
Rok przed przymusowym zakończeniem pracy zawodowej w ramach restrukturyzacji, przypadkowo zobaczyłem w szkolnej bibliotece na monitorze włączonego komputera stronę internetową o zegarach słonecznych. Przejrzałem ją i to zdecydowało. Zacząłem zapoznawać się z tą zupełnie nową dla mnie dziedziną wiedzy, a później projektować i wykonywać zegary słoneczne. Ponieważ nie dysponowałem profesjonalnym warsztatem, zegary wykonywałem tak, jak mogłem i z materiałów, jakie miałem „pod ręką”.
_____________________